hasło: (przypomnij) lub  lub     zaloguj/zarejestruj

Forum: Członkostwo, świadczenia

Temat: I jak to było w praktyce?

Formularz akceptuje tagi BBCode.


Jacek Grochowalski

2011-11-17 16:36
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

W maju tego roku miałem awarię skrzyni biegów w samochodzie kempingowym Fiat Ducato, rocznik 1988, na aytostradzie nr 10 w Austrii w pobliżu miejscowości Leibnitz. Dowlokłem się do stacji benzynowej Shell i stamtąd zadzwoniłem do SOS PZMot. Po wypytaniu się o znane rzeczy pomoc drogowa przyjechała w przeciągu godziny i odstawiła mnie na stację obsługi w miejscowości Graal. Jestem pełen uznania dla organizacji pomocy i w przyszłości bedę korzystał SOS PZMot

marcinstyr

2011-11-03 11:07
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Witam
Po raz drugi korzystałem z pomocy assistance, za pierwszym razem to była porażka, złożyłem skargę czekałem 2 tygodnie na odpowiedź i ją otrzymałem a wraz z przeprosinami członkostwo na następny rok gratis-więc się nawet postarali.wracają do drugiej mojej akcji niestety padła elektryka w mojej hondzie i musiałem ponownie skorzystać z assistance, odbyło się sprawnie i bezboleśnie-auto zostało odstawione do warsztatu -otrzymałem samochód zastępczy czyli mogę powiedzieć że było w pełni profesjonalnie.

administrator

2011-10-04 10:29
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Na każdym forum są jakieś zasady, wiele z nich ma ogólnie obowiązujący charakter. Między innymi nie należy wrzucać postu na ten sam temat do różnych wątków. Moja odpowiedź dla @mariobis jest tutaj

mariobis

2011-10-03 22:14
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Mialem wypadek za granicą 2 tygonie temu samochod stoi na warsztacie. PZM TU cały czas kłamie i ściemnia mam assistance nic mi nie pomogli . I co dalej nie wiem to nie jest 10 czy 20 km to jakaś kpina

kajko

2011-08-17 15:54
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Miał Pan najwyraźniej pecha. Ja trzykrotnie musiałem korzystać i - z ręką na sercu - nie mam się do czego przyczepić tu w pzmocie. A jak raz, wcześniej miałem w polisie, w pzu, assistance i chciałem po prostu żeby uruchomić, może za długo stało auto, to dramat, coś tak, jak Pan pisze teraz o swoim przypadku.

marcinstyr

2011-08-16 15:05
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Witam
No to ja podzielę się doświadczeniami z udzielenia mi pomocy.
W dniu 13-08-2011 koło g.14,00 jadąc najechałem na kamień i rozerwałem oponę porysowałem zderzak oraz poobijałem spód auta.Jako że człowiek ma prawo się zdenerwować i 90% narzędzi jest chińskich podczas odkręcania koła ukręciłem klucz.Na moje nieszczęście do hondy klucz jest cienki i nie pasuje z "normalnych aut".Więc jak się ma to się korzysta więc zadzwoniłem po pomoc.Pani na infolinii nie mogła potwierdzić mojego członkostwa "bo system się zaciął"ale przyjęła zgłoszenie informując że na lawetę trzeba czekać ok 45 minut max godzinę.Na moje nieszczęście pojawiły się czarne chmury i zaczęło okropnie lać gdy po 75 minutach zadzwonił pan z pomocy drogowej i powiedział mi że jest jakieś 30 km ode mnie stoi w korku i może być najwcześniej za godzinę i co ja sobie z kołem poradzić nie mogę???.Zadzwoniłem po sąsiada -przywiózł mi z domu komplet kluczy nasadowych i w strugach deszczu wymieniłem koło na dojazdowe i odstawiłem auto do mechanika.Nigdy więcej PZM bo firma śmieszna -niepoważna i mam szczęście że stało się to niedaleko miejsca zamieszkania.Tak czy inaczej omijać z daleka.

sungai

2011-07-31 21:41
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Pozdrowienia dla wszystkich (pechowców).
Korzystałem w przeciągu roku tylko raz i jestem bardzo zadowolony z wykonywanych usług przez
SOS PZMOT.Tegoroczna zima mróz śnieg po pachy ,moja pompa wtryskowa w audiczce odmówiła .
Jeden telefon do centrum pomocy i wszystko jasne ,45min podjechała laweta i było po kłopocie.
Gorąco polecam i zachęcam do korzystania.
sungai.

Tytus

2011-07-28 16:34
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Siemka
A czy ktos mial szanse sprawdzic jak to dziala zagranica???
Wybieram sie na Ukraine - i zastanawiam sie czy ADAC czyli ten starter czy SOS PZMOT.
Nie ukrywam ze wole popierac nasze, ale nie wiem czy to dziala za granicami.

jawa

2010-07-30 10:59
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Lepciak, jeśli to prawda, to ten pan który Ci podał adres do prywatnej pomocy już dawno nie powinien tu pracować.Mam nadzieję, że w Twoim przypadku, był to tylko wypadek przy pracy.

lepciak

2010-07-27 16:56
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Nie miałem takiego szczęścia jak moi przedmówcy. Po mroźnej marcowej nocy silnik odpalił i stanął. Później okazało się, że pompa wtryskowa przeskoczyła na pasku zębatym prawie o 90 stopni więc silnik nie miał prawa zapalić a i wspomaganie hamulców siadło. Zadzwoniłem pod numer alarmowy (sobota przed południem) gdzie miły pan kazał mi zadzwonić później gdyż właśnie obsługiwał innego klienta. Następnie spóźniłem się gdyż miły pan obsługiwał już następnego klienta. Wreszcie trafiłem i dowiedziałem się, że w okolicy 3-miasta nie ma nikogo kto mógłby mi pomóc. Natomiast od miłego pana otrzymałem nr tel. prywatnej pomocy drogowej której szef za odpowiednią cenę zobowiązał się dostarczyć mój pojazd pod wskazany adres. Podziękowałem i zadzwoniłem po kumpla który pomimo marcowej ślizgawki dowiózł mnie do celu - około 30 km.

mhk

2010-03-08 16:17
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

ja też raz przez trzy lata skorzystałem - zdychał mi alternator i jakoś ciągle było nie po drodze do elektryka no i zdechł w końcu zupełnie - laweta przyjechała w około 30 minut i zaholowała gdzie trzeba :)

PZ

2010-03-01 13:25
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Ja też niestety miałem okazję korzystać z pomocy drogowej.
Rzecz się działa w zeszłym roku w lipcu. W czasie jazdy po dosyć wyboistej drodze złamał mi się wspornik silnika, silnik opadł kilka cm i zerwał przewód idący do chłodnicy.

Podczas pierwszego z moich telefonów do centrum pomocy, pan z którym rozmawiałem na podstawie numeru mojej karty stwierdził że mam wykupione jedynie usługi informacyjne a nie usługę pomocy drogowej, po czym powiedział że jeszcze to sprawdzi i za chwilę do mnie oddzwoni.

Po 15 minutach oczekiwania zadzwoniłem po raz kolejny, odebrał ten sam Pan co poprzednio i powiedziałem że z powodu kłopotów z bazą danych nie może tego sprawdzić, po czym zapytał czy mam może przy sobie wydrukowaną polisę - pobraną ze strony podczas wykupowania programu pomocy drogowej. Na szczęście - miałem.

Po 30 minutach od drugiego telefonu przyjechała pomoc drogowa (uważam że to i tak bardzo dobry czas zwłaszcza ze jechali do mnie ponad 40 km). Pan z pomocy drogowej stwierdził że naprawa na miejscu jest niemożliwa (co było do przewidzenia bo naprawa wymagała wyjęcia silnika z auta co raczej jest nie do zrobienia na poboczu drogi), wiec holowanie. Oczywiście proponowano mi holowanie do domu - zgodnie z warunkami wykupionego przeze mnie pakietu (czyli ok 180 km), poprosiłem jednak o odholowanie do warsztatu we wskazanej przez mnie miejscowości (ok 30 km od miejsca zdarzenia), gdzie autko zostało sprawnie i szybko odholowane.

Podsumowując - mimo początkowego zamieszania - wszystko skończyło się bardzo dobrze, tak więc oceniam pomoc na bdb.

Przyczyną zamieszania mógł być fakt że kartę członkowską wykupiłem jakieś 2 miesiące przed wykupieniem pakietu pomocy drogowej - więc jeżeli rzeczywiście w numerze karty w jakiś sposób jest zawarta informacja o przysługujących usługach - numer mojej karty może świadczyć ze mam wykupione tylko usługi informacyjne.
pioter

pioter

2010-02-01 10:59
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Ja miałem okazje skorzystać z usług SOSPZMOT podczas ostatnich silnych mrozów. Byłem samochodem na uczelni, lecz po zajeciach nie chciał mi niestety odpalić - nie pomogło nawet pchanie kolegów - zamarzł. No to zadzwoniłem do SOSPZMOT...oczywiście nie ma problemu już wysyłam lawete. Po 5 minutach dzwoni do mnie telefon, że laweta już jedzie, a po następnych 15 minutach była już na miejscu. Pan z PZMOTU najpierw zastosował kable rozruchowe, ale skoro to nie pomagało wziął mnie na dłuższy hol aż samochód zapali i udało się :). Dodam, że była to niedziela!!! Ja również daję ocenę celującą :)

Święty

2010-01-15 07:39
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Witam,

ja również miałem "przyjemność" korzystać z usług SOS PZMOT. Jakieś 2 tyg. temu chciałem sobie pojechać, a tu kapeć... Dzwonię, 30 minut jest Pan, ściąga przebite koło chce zakładać nowe, a tu okazuje się, że sprężyna strzeliła w zawieszeniu... No to chyba laweta zostaje.. Dzwonię - a, tak, tak oczywiście, jak najbardziej... 30 minut - podjeżdża laweta i zawozi mnie na warsztat... Wszystko miało miejsce na szczęście nie na trasie, ale pod blokiem, ale cała operacja bez żadnych problemów, szybko, sprawnie... Jak narazie wystawiam im ocenę celującą !

wisienka

2010-01-07 09:32
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Ja nagminnie jeżdżę na koncówce baku i już trzy razy dzwoniłem z trasy, kiedy nie dojechałem do stacji, a to najbliższa była zamknięta, a to w korku mi wszystko spaliło. Nigdy żadnych problemów, dojazd jakieś 30-35 minut, dolanie i jazda. No, za paliwko musiałem płacić, ale bez marży, tyle co na stacji.

KKorzeniowski

2010-01-06 22:18
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Witam!

Ja co prawda korzystałem z pomocy SOS PZMot już kilka lat temu, ale myślę, że raczej na gorsze się nie zmieniło, najwyżej na lepsze. Otóż w roku 2004 albo 5, nie pamiętam już, podróożowałem sobie po Szwecji. Jadąc autostradą kilkadziesiąt kilometrów przed Sztokholmem strzeliła mi guma. Wiedząc, jacy to szwedcy policjanci mogą być skrupulatni w kwestii łamania przepisów w ich kraju, ustawiłem grzecznie trójkąt 100m przed samochodem, i zadzwoniłem do PZM. Za 10 minut oddzwoniono do mnie, że laweta jest już w drodze, faktycznie dotarła za jakieś 30-45 minut (do najbliższego miasta było jakieś 40 km). Gość spisał tylko moje dane z dowodu, i zaciągnął moje autko do wspomnianego miasteczka do wulkanizatora, gdzie kupiłem sobie nową oponę. Zero wydatków (oczywiście prócz opony, która notabene tania nie była - jakaś używka za ponad 300 PLN :) - ale to Szwecja), zero problemów, zero stresu. No i jak na okoliczności błyskawiczna pomoc.
Pozdr. KK

A K

2010-01-01 23:02
wrzuć na swój profil

Odp: I jak to było w praktyce?

Cóż...
Kupiłem assistance- wszystkie opcje we wrześniu 2009r...
1. w Październiku- padła elektryka- zadzwoniłem, przyjechała laweta, nie udało się odpalić więc holowanie do domu (ok 5km).
2. miesiąc później stłuczka prawie 100km od domu- uszkodzone światła więc nie mogłem wrócić- zadzwoniłem i znów holowanie do domu (środek nocy)...
3. połowa grudnia- wypadek- wjechał we mnie jakiś debil- zabrała mnie karetka- po szpitalu nie mogłem prowadzić więc... znowu holowanie.

Albo ubezpieczyłem się w "ostatniej chwili"- przed tymi zdarzeniami, albo to SOS PZMOT "przyciąga" pecha...
tak czy siak zapłaciłem ok 160zł za assistance, a za te 3lawety poszło by ponad 1000zł- łącznie ponad 120km w tym 100km w nocy więc ten kurs wyszedł by 800-900zł- zapytałem laweciarza.
Średni czas przyjazdu lawety to 35minut.

baszar

2009-11-22 08:43
wrzuć na swój profil

I jak to było w praktyce?

Witam wszystkich, to mój pierwszy post tutaj.
Nie miałem osobiście możliwości przekonania się jak w praktyce wygląda pomoc udzielana przez SOS PZMOT (na szczęście :) ).
Ktoś już pewnie wzywał mechanika, czy korzystał z auta zastępczego (tylko pewnie nie czyta tego forum - mały tu ruch :) ).
Chciałbym poprosić takie osoby, aby podzieliły się tutaj swoimi wrażeniami.
  • Wszystkich forów: 9
  • Wszystkich tematów: 45
  • Wszystkich postów: 224